Kitabı oku: «Mieszczanin szlachcicem», sayfa 8
BALET NARODÓW
SCENA I
Zjawia się człowiek, który rozdaje książeczki, zawierające treść baletu. Najpierw opada go zgraja ludzi, pochodzących z rozmaitych prowincyj, którzy krzyczą w takt muzyki, domagając się książeczek, następnie zaś ściga go trzech natrętów, zastępujących mu drogę wszędzie, gdziekolwiek się ruszy.
WSZYSCY
Do mnie, panie! Tu, do mnie! Hej, do mnie, u diaska!
Książeczkę tu! Hej, książkę! Mnie, jeżeli łaska!
ELEGANT
Zechciej nas pan wyróżnić spośród tych krzykaczy:
Książeczkę tutaj – dama o to prosić raczy!
DRUGI ELEGANT
Hej, panie, panie, przez litość błagamy:
Książeczkę tutaj dla damy!
ELEGANTKA
Mój Boże, ludzi sfery znamienitej
Inaczej nieco traktować się godzi.
DRUGA ELEGANTKA
Ławki i książki – wszystko się znachodzi,
Lecz dla panienek lichej konduity.
GASKOŃCZYK
Hej tam! Dopókiż mam krzyczeć daremnie,
Już płuco z tego mnie boli!
Widzisz, jak każdy drwi ze mnie,
Że tu jak głupiec czekam na swą kolej
I patrzę, jak chłystek lada
To, czego mnie odmawiasz, sam dawno posiada.
DRUGI GASKOŃCZYK
Do stu czartów! Czy mam tu doczekać wieczoru?
Książkę tu dla mnie! Dla pana barona!
Zdaje się, że ta pałka pomylona
Znać mnie nie miewa honoru.
SZWAJCAR
Dala mi tu ksionszke zara!
To od Boga istna kara!
Ja już sobie gardło zdarla…
Czy chciala, żeby umarla?
Czy mial tu czekać do rana?
Ja myślał, panie, że pan jest pijana.
STARY MIESZCZUCH GADUŁA
Doprawdy, że, bez wszystkiego,
Nie rozumiem, panie, tego,
Ale, z przeproszeniem jego,
To mi się niezbyt podoba,
Gdy dziś taka przyszła doba,
By córki mojej osoba
Nie miała książeczki swojej,
By przeczytać, co w niej stoi
O spektaklu, co się stroi,
I by familija cała
Tak przystojnie się odziała
Po to, by za drzwiami stała;
To zabawa trochę mała
I przyznam, że, bez wszystkiego,
Ale, z przeproszeniem jego,
Nie rozumiem, panie, tego.
STARA MIESZCZKA GADUŁA
Tak, to nie do zrozumienia,
To trzeba nie mieć sumienia!
I ten tam, co rozrzuca wkoło bez wytchnienia
Owe androny,
To dureń skończony,
Osioł koronny,
Cymbał dozgonny,
Że tak se lekko ocenia
Pannę, co wdziękiem swojego wejrzenia
Wszędzie godziwe obudza zachcenia
I która co patrzeć ino,
Kiedy zostanie hrabiną.
To, z przeproszeniem, mimo swe galony
Osioł koronny,
Cymbał dozgonny,
Dureń skończony.
ELEGANCI i ELEGANTKI
Co za ścisk!
Co za hałas!
Ach, cóż za tortury!
Cóż to za zbiegowisko!
Cóż to za figury!
Cóż za gwałt, nieład!
Cóż za gminne słowa!
To można zemdleć!
Och, och, moja głowa!
GASKOŃCZYK
Już nie strzymam, do kroćset!
DRUGI GASKOŃCZYK
Wścieknę się, u czarta!
SZWAJCAR
Ciągle nic nie chce sluchać ta szlowiek uparta.
GASKOŃCZYK
Ja już umieram.
DRUGI GASKOŃCZYK
Nie czuję się wcale.
SZWAJCAR
Ja już chcialaby bardzo wydostać z te sale.
STARY MIESZCZUCH GADUŁA
Bierz czart całe igrzysko!
Chodźmy już, moje złoto,
Proszę cię tylko o to,
Trzymaj się za mną blisko!
Choć szedłem tu z ochotą,
Jeszczem nie spadł tak nisko,
Żeby siedzieć tu po to,
Jakby na pośmiewisko,
I słuchać, co kpy plotą
Od kilku godzin blisko.
Niech mi ręka odgnije,
Gdy ujrzy oko czyje,
Bym wrócił, póki żyję,
Na takie komedyje.
Chodźmy już, moje złoto,
Proszę cię tylko o to,
Trzymaj się za mną blisko!
Bierz czart całe igrzysko,
Nie z nas tu będą sobie robić pośmiewisko!
STARA MIESZCZKA GADUŁA
Chodźmy, mężusiu drogi,
Wróćmy w domowe progi!
Gorąc, ścisk, zaduch srogi,
Człeku podepcą nogi;
Też mi jakieś rarogi!
Koncept głupi a drogi.
Zanadto wielki rozgardiasz w tych salach —
Z dwojga złego już wolę być na targu w halach.
Gdy mnie kto jeszcze zdybie na takim igrzysku,
Pozwalam, niech mnie z miejsca wypierze po pysku!
Chodźmy, mężusiu drogi,
Wróćmy w domowe progi!
Też mi jakieś rarogi!
Koncept głupi a drogi.
WSZYSCY
Do mnie, panie! Tu, do mnie! Hej, do mnie, u diaska!
Książeczkę tu! Hej, książkę mnie, jeżeli łaska!
SCENA II
Trzej natręci wykonują taniec
SCENA III
TRZEJ HISZPANIE
śpiewają
Choć miłość ta grób mi wróży,
Ja kocham niedole moje,
Cierpieniem jeno mym stoję
I cierpieć chcę, by najdłużej.
Choć miłość ta grób mi wróży,
Ja kocham niedole moje.
Miłości przemożna władza
Gorącym swoim płomieniem
Śmierć samą w życie odradza —
Ona mym całym zbawieniem.
Choć miłość ta grób mi wróży,
Ja kocham niedole moje.
sześciu Hiszpanów tańczy
TRZECH ŚPIEWAKÓW HISZPAŃSKICH
Ach, któż szalonym jest tyle,
By kląć tak Amora groty,
Kląć dziecię, co każdą chwilę
Życia w sen zmienia nam złoty?!
Ach, któż szalonym jest tyle,
By kląć tak Amora groty?
HISZPAN
śpiewa
Grób sobie snadnie otwiera,
Kto troski nie spędza z czoła,
I kto z miłości umiera,
Ten kochać nie umie zgoła.
DWÓCH HISZPANÓW
Miłość jest męką dość słodką,
Skoro serc dwoje ją dzieli
Więc po cóż mącić twą zwrotką
To, co nas dziś tak weseli?
HISZPAN
Radujmy się więc co siły,
Niech nic nie chmurzy tej doby!
By trafić do serca miłej,
Zawsze się znajdą sposoby.
WSZYSCY TRZEJ RAZEM
Wesoło tylko, wesoło,
Cierpienie to majak pusty!
Hej, bracia, pląsajmy wkoło,
W rytmy tanecznej rozpusty!
SCENA IV
Włosi
ŚPIEWACZKA WŁOSKA
śpiewa zrazu, co następuje
Chcąc precz miłości wygnać niepokoje,
Broniłam wstępu jej do swego łona,
Ale uległam rychło zwyciężona,
Kiedym zajrzała w cudnych oczu dwoje.
Ach, jakże łatwo grot w piersi się wwierca
I strzałą z ognia topi lody serca!
Dziś me cierpienie jest mi tyle drogiem,
Że z żadną dolą nie pragnę zamiany,
I kto by leczyć mnie chciał z mojej rany,
Byłby mi jeno najzaciętszym wrogiem.
Ach, im miłości płomień w sercu żywszy,
Tym rozkoszniejszy zda się i szczęśliwszy!
ŚPIEWAK WŁOSKI
Ach, krótkim jest czas młodości,
Użyć go trzeba najmilej —
Uczmy się w szkole miłości,
Jak z każdej korzystać chwili!
ŚPIEWACZKA
Ach, póki śmieje się wiosna,
Co nazbyt rychło uleci,
Dopóki jeszcze, radosna,
Słonkiem swem grzeje i świeci —
OBOJE RAZEM
Śpiewajmy w lubej godzinie,
Niech nic nam szczęścia nie kłóci!
Gdy życia wiosna przeminie,
Nie wróci więcej, nie wróci!
ŚPIEWAK
Twych oczu grot nazbyt srogi
Kaleczy, kogo napotka,
Lecz ból ten jakże nam drogi,
A rana jakże jest słodka!
ŚPIEWACZKA
Lecz skoro zmrożą nas lata,
Gdy zimy lody nas zetną,
Porzuci miłość skrzydlata
Skorupę zeschłą i szpetną.
OBOJE RAZEM
Śpiewajmy w lubej godzinie,
Niech nic nam szczęścia nie kłóci!
Gdy życia wiosna przeminie,
Nie wróci więcej, nie wróci!
po śpiewach włoskich arlekiny, pajace i skoczki wykonują ucieszny taniec
SCENA V
Francuzi Dwaj śpiewacy tańczą i śpiewają, co następuje:
PIERWSZY ŚPIEWAK
Ach, jak jest cudnie w tym gaju,
Powabu, rozkoszy ile!
DRUGI ŚPIEWAK
Słowik nad brzegiem ruczaju
Słodko zawodzi swe tryle:
Ta ustroń cicha
Śle czar dokoła.
Miłością wzdycha,
Miłości woła.
OBAJ RAZEM
Luba Klimeno,
Ach, spojrzyj jeno,
Jak w gaju gruchają ptaszyny,
Nic im nie płoszy
Chwilki rozkoszy,
Miłość to cel ich jedyny;
Ach, patrz, ja płonę!
Spójrz na mnie tkliwiej,
A tak jak one
Będziem szczęśliwi!
Zjawia się jeszcze sześcioro Francuzów, trzech mężczyzn i trzy kobiety, przebranych w stroje poiteweńskie, z towarzyszeniem ośmiu fletów i obojów i tańczą menueta.
SCENA VI
Wszystko kończy się pomieszaniem trzech narodowości i oklaskami w rytm tańca i muzyki całego zebrania, które śpiewa następujący dwuwiersz:
Cóż za cudna zabawa, cóż za szczęsne chwile,
Bogowie sami czasu nie pędzą tak mile.