Kitabı oku: «Mieszczanin szlachcicem», sayfa 5
SCENA X
Lucylla, Kleont, Covielle, Michasia
MICHASIA
do Lucylli
Co do mnie, doprawdy, trzęsę się z oburzenia.
LUCYLLA
To nic innego, tylko to, co ci mówię, Michasiu. Ale otóż i on.
KLEONT
do Covielle'a
Nie odezwę się nawet.
COVIELLE
I ja za panem.
LUCYLLA
Co się stało, Kleoncie, o cóż ci chodzi?
MICHASIA
Co ci dolega, Covielle?
LUCYLLA
Co za zmartwienie cię dręczy?
MICHASIA
Cóż za humory cię napadły?
LUCYLLA
Czyś zaniemiał, Kleoncie?
MICHASIA
Czyś mowę stracił, Covielle?
KLEONT
Widziałże kto tyle obłudy?
COVIELLE
Judasz w spódnicy!
LUCYLLA
Domyślam się, że nasze niedawne spotkanie jest przyczyną twego wzburzenia.
KLEONT
do Covielle'a
Oho! Sama czuje, co uczyniła.
MICHASIA
Nasze ranne przyjęcie sprawiło pewnie te dąsy.
COVIELLE
do Kleonta
Zgadły, skąd wiatr wieje.
LUCYLLA
Prawda, Kleoncie, że to jest powód twej urazy?
KLEONT
Tak, wiarołomna, to właśnie, jeżeli chcesz prawdy! Ale przyszedłem ci powiedzieć, że nie będziesz się cieszyła, jak mniemasz, chwałą swej niewierności. Pierwszy chcę zerwać z tobą, nie doczekasz się tej przyjemności, abyś ty miała mi dać odprawę. Ciężko mi będzie, to pewna, zwalczyć miłość, którą mam dla ciebie, sprawi mi to wiele przykrości, będę jakiś czas cierpiał – ale potrafię się przemóc i raczej przeszyję własne serce niż okażę tę słabość, bym miał do ciebie wrócić.
COVIELLE
I ja ditto, moja panienko.
LUCYLLA
To mi, doprawdy, wiele hałasu o nic! Powiem ci więc, Kleoncie, co za przyczyna kazała mi dziś rano unikać spotkania.
KLEONT
odchodząc i wymykając się Lucylli
Nie, nie chcę słyszeć o niczym.
MICHASIA
do Covielle'a
Posłuchaj, powiem ci, czemuśmy was minęły tak spiesznie.
COVIELLE
również odchodząc i wymykając się Michasi
Niczegom nieciekawy.
LUCYLLA
idąc za Kleontem
Dowiedz się, że dziś rano…
KLEONT
chodząc ciągle i nie patrząc na Lucyllę
Nic, powiadam!
MICHASIA
idąc za Coviellem
Usłysz więc…
COVIELLE
chodząc ciągle i nie patrząc na Michasię
Nie, zdrajczyni!
LUCYLLA
Słuchaj!
KLEONT
To na próżno.
MICHASIA
Pozwól mi mówić!
COVIELLE
Głuchy jestem.
LUCYLLA
Kleoncie!
KLEONT
Nie.
MICHASIA
Covielle!
COVIELLE
Nici z tego.
LUCYLLA
Wstrzymaj się!
KLEONT
Baśnie.
MICHASIA
Posłuchaj!
COVIELLE
Brednie.
LUCYLLA
Chwileczkę!
KLEONT
Ani chwili.
MICHASIA
Troszkę cierpliwości!
COVIELLE
Tarara!
LUCYLLA
Dwa słowa!
KLEONT
Nie – skończone.
MICHASIA
Słóweczko!
COVIELLE
Już przepadło.
LUCYLLA
przystając
Dobrze więc, skoro nie chcesz mnie wysłuchać, możesz zostać przy swoim mniemaniu i uczynić, co sam uznasz za stosowne.
MICHASIA
również przystając
Kiedyś taki, rób sobie, co ci się podoba!
KLEONT
obracając się do Lucylli
Usłyszmyż więc przyczynę tak uprzejmego przyjęcia.
LUCYLLA
odchodząc i wymijając Kleonta
Ani myślę. Teraz już ja nie powiem.
COVIELLE
obracając się do Michasi
Gadajże więc, co to było!
MICHASIA
również odchodząc i wymijając Covielle'a
Odeszła mi ochota.
KLEONT
idąc za Lucyllą
Chciej mi pani wyjaśnić…
LUCYLLA
chodząc ciągle i nie patrząc na Kleonta
Nie, nic nie wyjaśnię…
COVIELLE
idąc za Michasią
Opowiedz więc…
MICHASIA
chodząc ciągle i nie patrząc na Covielle'a
Nie, nic nie opowiem.
KLEONT
Ja proszę.
LUCYLLA
Nie, powiadam.
COVIELLE
Przez litość!
MICHASIA
Nic z tego.
KLEONT
Błagam cię, pani!
LUCYLLA
Zostaw!
COVIELLE
Zaklinam cię!
MICHASIA
Umykaj stąd!
KLEONT
Lucyllo!
LUCYLLA
Nie.
COVIELLE
Michasiu!
MICHASIA
Za nic.
KLEONT
Na Boga!
LUCYLLA
Nie chcę.
COVIELLE
Przemów do mnie!
MICHASIA
Ani myślę.
KLEONT
Rozwiej moje zwątpienie!
LUCYLLA
Nie – możesz przy nim pozostać.
COVIELLE
Ulecz mą duszę!
MICHASIA
Ani mi się śni.
KLEONT
Dobrze więc! Jeśli tak mało ci na tym zależy, aby uśmierzyć me zgryzoty i usprawiedliwić niegodny sposób, w jaki przyjęłaś me zapały, dobrze więc, niewdzięczna, widzisz mnie po raz ostatni w życiu: idę z dala od ciebie umrzeć z miłości i żalu.
COVIELLE
do Michasi
I ja za panem.
LUCYLLA
do Kleonta, który chce odejść
Kleoncie!
MICHASIA
do Covielle'a, który idzie za panem
Covielle!
KLEONT
zatrzymując się
Co takiego?
COVIELLE
zatrzymując się również
O co chodzi?
LUCYLLA
Gdzie idziesz?
KLEONT
Już powiedziałem.
COVIELLE
Idziemy umrzeć.
LUCYLLA
Ty chcesz umrzeć, Kleoncie?
KLEONT
Tak, okrutna, skoro tego pragniesz.
LUCYLLA
Ja! Ja pragnę, abyś umarł?
KLEONT
Tak, ty.
LUCYLLA
I któż ci to powiedział?
KLEONT
zbliżając się do Lucylli
Czy nie znaczy, iż chcesz mojej śmierci, skoro nie chcesz rozproszyć mego niepokoju?
LUCYLLA
Czyż to moja wina? Toż, gdybyś chciał wysłuchać, byłabym ci dawno wyjaśniła, że owo chłodne przyjęcie dziś rano spowodowała jedynie obecność starej ciotki, która uważa, iż samo zbliżenie mężczyzny uchybia młodej panience, prawi nam ustawicznie kazania na ten temat i przedstawia wszystkich mężczyzn jako diabelskie i zapowietrzone istoty.
MICHASIA
do Covielle'a
Oto i cała tajemnica.
KLEONT
Nie zwodzisz mnie, Lucyllo?
COVIELLE
do Michasi
Nie bierzesz ty mnie na kawał?
LUCYLLA
do Kleonta
Nic prawdziwszego pod słońcem.
MICHASIA
do Covielle'a
Samiutenieczka prawda.
KLEONT
Ach, Lucyllo, jak rychło jedno słowo z twoich ust umie ukoić burze mego serca! Jak łatwo jest przekonać kogoś, kto tak bardzo kocha!
COVIELLE
Jak one nas za nos wodzą, te szelmy z piekła rodem!
SCENA XI
Pani Jourdain, Kleont, Lucylla, Covielle, Michasia
PANI JOURDAIN
Cieszę, się, że cię spotykam, Kleoncie: zjawiłeś się w samą porę. Mąż właśnie idzie – skorzystaj ze sposobności, aby się oświadczyć o rękę Lucysi!
KLEONT
Ach, pani, jakże miłe mi są te słowa i jak odpowiadają mym najszczerszym pragnieniom! Czyż mógłbym otrzymać rozkaz bardziej ponętny, łaskę bardziej cenną?
SCENA XII
Kleont, Pan Jourdain, Pani Jourdain, Lucylla, Covielle, Michasia
KLEONT
Panie, nie chciałem się uciekać do niczyjego pośrednictwa, aby panu przedłożyć prośbę, z którą noszę się już od dawna. Dotyczy mnie ona dosyć blisko, abym miał prawo sam z nią wystąpić – bez długich tedy omówień powiem panu, iż śmiem ubiegać się o łaskę zostania pańskim zięciem.
PAN JOURDAIN
Zanim odpowiem, proszę, chciej mnie objaśnić, czy jesteś szlachcicem?
KLEONT
Szanowny panie, większość ludzi nie wahałaby się długo na mym miejscu z odpowiedzią: ten i ów przywłaszcza sobie tę godność bez najmniejszego skrupułu; kradzież taka stała się dziś niemal zwyczajem. Co do mnie, wyznaję, że mam na tym punkcie nieco surowsze zapatrywania. Uważam, że wszelkie szalbierstwo niegodne jest uczciwego człowieka, że dowodem niskich uczuć jest ukrywać urodzenie, które niebo dało nam w udziale, stroić się w oczach świata w samozwańcze tytuły oraz podawać się za to, czym się nie jest w istocie. Pochodzę z rodziny, która od dawna z ojca na syna piastowała zaszczytne urzędy; miałem honor spędzić sześć lat w służbie wojskowej i posiadam tyle majątku, aby zajmować w świecie miejsce dość poczesne – mimo to jednak nie chcę nadużywać miana, do którego wielu na mym miejscu przyznałoby sobie prawo, i powiem otwarcie, że szlachcicem nie jestem.
PAN JOURDAIN
Daj rękę, drogi panie, ale córka moja nie dla ciebie!
KLEONT
Jak to?
PAN JOURDAIN
Nie jesteś szlachcicem, nie możesz być mężem mojej córki.
PANI JOURDAIN
Co tobie się ubzdurało w głowie z twoim szlachectwem? Czy może myśmy się poczęli z żebra świętego Ludwika?
PAN JOURDAIN
Cicho bądź, moja połowico! Już zaczynasz swoją piosenkę?
PANI JOURDAIN
Czy nasi rodzice byli czym innym niż uczciwymi mieszczanami?
PAN JOURDAIN
Proszę mi bez przezwisk.
PANI JOURDAIN
Może twój ojciec nie był kupcem, tak samo jak i mój?
PAN JOURDAIN
Diabli nadali babę! Zawsze ją język świerzbi. Jeśli twój ojciec był kupcem, tymci gorzej dla niego, ale, co się tyczy mego ojca, tylko skończeni durnie mogą bajać takie rzeczy. Krótko mówiąc, chcę mieć zięcia szlachcica i basta.
PANI JOURDAIN
Córce potrzeba męża, który by jej odpowiadał; lepiej jej iść za porządnego człowieka, który jest przy tym zamożny i przystojny, niż za jakiego szlachciurę, dziada i niedołęgę.
MICHASIA
To prawda! Na przykład syn dziedzica z naszej wioski: toż to największy niezguła i najgłupszy wałkoń, jakiegom kiedy na oczy widziała.
PAN JOURDAIN
do Michasi
Cicho siedź, błaźnico! Zawsze się musisz wtrącać. Majątku mam dosyć sam dla córki, trzeba mi tylko zaszczytnego tytułu: chcę, aby została markizą.
PANI JOURDAIN
Markizą?
PAN JOURDAIN
Tak, markizą,
PANI JOURDAIN
Niechże mnie Bóg broni!
PAN JOURDAIN
To moja niewzruszona wola.
PANI JOURDAIN
A ja powiadam, że na to nigdy się nie zgodzę. Takie pchanie się wyżej niż Pan Bóg człeka stworzył, kończy się zawsze bardzo smutno. Wcale nie mam ochoty, aby pan zięć miał wymawiać córce jej rodziców i aby jej dzieci wstydziły się nazywać mnie babką. Niechże przypadkiem zajdzie do mnie w odwiedziny wystrojona jak wielka dama i zapomni przez nieuwagę pozdrowić jakiego pana sąsiada lub panią sąsiadkę, co by to zaraz były za gadania! „Patrzcie no – tak by mówiono – jak ona zadziera nosa, ta pani markiza! A przecież to córka pana Jourdain; ot, pamiętam ją takim bębnem; kontenta była, kiedy się mogła z nami bawić w ślepą babkę. Nie zawsze była taką damą: toć obaj dziadkowie sprzedawali sukno koło bramy św. Innocentego. Ba! Zostawili dzieciom wcale ładny mająteczek, który teraz może drogo im przychodzi opłacić na tamtym świecie: z uczciwości nie bogaci się człowiek tak łatwo”. Nie mam wcale ochoty, żeby sobie na mnie ostrzyli języki; chcę po prostu człowieka, który byłby mi wdzięczny za mą córkę i któremu bym mogła powiedzieć: siadajże, miły zięciu, i zjedz z nami obiadek!
PAN JOURDAIN
Oto uczucia godne ciasnego pojęcia, chcieć na zawsze grzęznąć w mizerii swego stanu! Nie sprzeczaj się dłużej! Córka moja będzie markizą na przekór całemu światu, a jeżeli mnie będziesz drażnić, to zrobię z niej księżnę!
SCENA XIII
Pani Jourdain, Lucylla, Kleont, Covielle, Michasia
PANI JOURDAIN
Kleoncie, nie trać jeszcze odwagi!
do Lucylli
Chodź za mną, córko, i powiedz stanowczo ojcu, że, jeżeli nie wyda cię za niego, nie chcesz iść za nikogo!
SCENA XIV
Kleont, Covielle
COVIELLE
Diablich się pan dopytał zysków za swoje wzniosłe uczucia!
KLEONT
Cóż chcesz? Mam na tym punkcie drażliwość, z której przykład drugich wyleczyć mnie nie zdoła.
COVIELLE
Czy pan sobie żartuje, aby brać rzeczy na serio z tego rodzaju człowiekiem? Czyż pan nie widzi, że on ma bzika? Cóż panu szkodziło dostroić się do jego urojeń?
KLEONT
Masz słuszność, ale nie myślałem, że trzeba się będzie wywodzić ze szlachectwa, aby zostać zięciem pana Jourdain.
COVIELLE
Ha, ha, ha!
KLEONT
Z czegóż się śmiejesz?
COVIELLE
Z pewnej myśli, która mi przyszła do głowy. A gdyby tak za jednym zachodem zadrwić sobie z tego dudka, a zarazem uzyskać to, czego pan pragnie?
KLEONT
W jaki sposób?
COVIELLE
Pomysł wcale ucieszny.
KLEONT
Cóż takiego?
COVIELLE
Przedstawiano niedawno w mieście maskaradę, która by tutaj znakomicie się nam nadała. Chciałbym tedy spożytkować to widowisko i wyprawić poczciwcowi paradną hecę. Trąci to wprawdzie komedią i to grubą, ale z nim można sobie na wszystko pozwolić: nie potrzeba zbytnio wytężać mózgownicy. Pewien jestem, iż pan Jourdain odegra cudownie swą rolę i przyjmie w świętej naiwności za dobrą monetę każde najdziksze błazeństwo. Mam aktorów i kostiumy pod ręką… Niech mi pan pozwoli działać!
KLEONT
Ale wytłumacz…
COVIELLE
Wszystko panu objaśnię. Chodźmy stąd, właśnie wraca!
SCENA XV
Pan Jourdain sam
PAN JOURDAIN
Cóż za dziwactwa! Wszyscy na mnie powstają za tych wielkich panów, a, doprawdy, cóż może być milszego i godziwszego niż szukanie ich towarzystwa? Czyż ono nie przynosi jedynie zaszczytu i przyjemności? Ba, oddałbym chętnie dwa palce u ręki, aby się urodzić hrabią lub markizem.
SCENA XVI
Pan Jourdain, Lokaj
LOKAJ
Jaśnie panie, przybył właśnie pan hrabia pod rękę z jakąś damą.
PAN JOURDAIN
Ach, Boże, a ja mam jeszcze wydać kilka rozporządzeń. Powiedz, że zjawię się za chwilę.
SCENA XVII
Dorymena, Dorant, Lokaj
LOKAJ
Pan powiada, że zjawi się za chwilę.
DORANT
Dobrze już, dobrze.
SCENA XVIII
Dorymena, Dorant
DORYMENA
Doprawdy, lękam się, Dorancie, że popełniam wielką nieostrożność, pozwalając ci się prowadzić w ten sposób do zupełnie obcego domu.
DORANT
Gdzież zatem każesz pani szukać schronienia mej miłości, która ci pragnie zgotować tę małą rozrywkę? Wszak dla zachowania pozorów nie chciałaś pozwolić, aby się to odbyło w twoim, ani też w moim domu.
DORYMENA
Ale tego nie bierzesz w rachubę, że dowody czułości, jakich doznaję od ciebie niemal co dzień, wkładają na mnie z każdym dniem coraz to większe zobowiązania. Daremnie próbuję się bronić: twoja wytrwałość, choć na pozór słodka i uległa, wyczerpuje mój opór i sprawia, iż powoli uzyskujesz wszystko, czego zapragniesz. Zaczęło się od częstych wizyt, potem przyszły oświadczenia, po nich serenady i zabawy, wreszcie podarki. Opierałam się długo, ale pan niczym się nie zrażasz i piędź po piędzi umiesz zdobywać grunt mej przychylności. Co do mnie, za nic już ręczyć dziś nie mogę: zaczynam wierzyć, iż w końcu uda ci się doprowadzić mnie do małżeństwa, od którego byłam zrazu tak daleka.
DORANT
Na honor, pani, już dawno powinno się było na tym skończyć. Jesteś wdową, zależysz tylko od siebie, ja również jestem wolny i kocham panią nad życie – cóż stoi na przeszkodzie, abyś dziś jeszcze uczyniła mnie najszczęśliwszym z ludzi?
DORYMENA
Mój Boże! Dorancie, wiele trzeba przymiotów z obu stron, aby żyć razem szczęśliwie. Wszak dwojgu najrozsądniejszym nawet istotom nie zawsze się udaje stworzyć związek, z którego by później były zadowolone.
DORANT
Żartuje pani! I po cóż dopatrywać się tylu trudności? Jedno doświadczenie, które pani uczyniła, nie przesądza wszak o innych.
DORYMENA
Słowem, wracam ciągle do tego samego – wydatki, które dla mnie podejmujesz, niepokoją mnie z dwojakiej przyczyny: po pierwsze zobowiązują mnie mocniej, niżbym pragnęła, po drugie, bez urazy, pewna jestem, iż nie przychodzą panu bez kłopotu, a tego bym bardzo nie chciała.
DORANT
Och, pani, to drobiazg i jeżeli o to jedynie…
DORYMENA
Wiem, co mówię. Pomijając inne rzeczy, sam diament, do którego przyjęcia pan mnie wprost zmusił, posiada taką wartość…
DORANT
Błagam panią, nie chciej przeceniać tej drobnostki, która miłości mojej wydaje się zbyt niegodną ciebie, i pozwól… Otóż i gospodarz domu.
SCENA XIX
Pan Jourdain, Dorymena, Dorant
PAN JOURDAIN
(uczyniwszy dwa ukłony i znalazłszy się zbyt blisko Dorymeny)
Trochę w tył, wielmożna pani.
DORYMENA
Jak to?
PAN JOURDAIN
Jeden krok, jeżeli łaska.
DORYMENA
O co chodzi?
PAN JOURDAIN
Niech się pani trochę cofnie, abym mógł trzeci raz.
DORANT
Tak, pani, pan Jourdain zna się na formach.
PAN JOURDAIN
Pani, jest to dla mnie niezmierną chwałą ujrzeć się dość szczęśliwym, aby dostąpić tej radości spotkania się z tym szczęściem, iż jesteś tak łaskawą uszczęśliwić mnie tą łaską, aby mi uczynić zaszczyt zaszczycenia mnie dobrodziejstwem swej obecności. I gdyby jeszcze skromne me zalety zalecić mnie mogły w oczach osoby tak wysokich zalet i gdyby niebo… zazdrosne o me szczęście… chciało mnie obdarzyć… szczęściem ujrzenia się godnym… tych…
DORANT
Ależ dosyć już, kochany panie Jourdain. Pani markiza nie lubi długich ceremonij, a wie dobrze, że panu na dowcipie nie zbywa, po cichu do Dorymeny Jak pani widzi, dosyć sobie pocieszna figura – ot, łyczek4.
DORYMENA
po cichu do Doranta
Nietrudno to spostrzec.
DORANT
Pani, przedstawiam ci mego najlepszego przyjaciela.
PAN JOURDAIN
Zbytek zaszczytu, doprawdy, panie hrabio.
DORANT
Człowieka wykwintnego w każdym calu.
DORYMENA
Mam dla niego wiele szacunku.
PAN JOURDAIN
Nic jeszcze nie uczyniłem, pani, aby zasłużyć na tę wielką łaskę.
DORANT
po cichu do pana Jourdain
Niechże panu nie przyjdzie do głowy wspominać o diamencie, któryś jej ofiarował.
PAN JOURDAIN
po cichu do Doranta
Czy nie mógłbym się choć zapytać, jak się jej podoba?
DORANT
po cichu do pana Jourdain
Cóż znowu! Niech pana Bóg broni! To byłaby najwyższa niedelikatność; jeżeli chcesz się okazać dobrze wychowanym, powinieneś zachować się tak, jakby ten podarek zgoła nie pochodził od ciebie.
głośno
Pan Jourdain, markizo, mówi, że jest uszczęśliwiony z twoich łaskawych odwiedzin.
DORYMENA
Zaszczyt mi czyni prawdziwy.
PAN JOURDAIN
po cichu do Doranta
Ileż wdzięczności, panie hrabio, że tak wyrażasz za mnie moje uczucia!
DORANT
po cichu do pana Jourdain
Kosztowało mnie niemało trudu, aby ją tu przyprowadzić.
PAN JOURDAIN
Nie wiem, jak się odwdzięczyć, panie hrabio.
DORANT
Pan Jourdain mówi, że jeszcze w życiu nie widział równie pięknej osoby.
DORYMENA
Bardzo jest łaskaw.
PAN JOURDAIN
Pani, łaska cała po mojej stronie i…
DORANT
A teraz do stołu!