Kitabı oku: «Wycieczki po Litwie w promieniach od Wilna, tom I», sayfa 4

Yazı tipi:

III

Jezioro – Ruiny zamku – Freski – Marzenia o Kiejstucie i Witoldzie – Założenie Trok – Dalsze wypadki historyczne w związku z Trokami

 
Patrz, oto pyszna Kiejstutów stolica,
To ich dzierżawy, kędy zajrzysz okiem.
Nad zamkiem wieża – to pogan kaplica;
Tam między gęstym kadzidła obłokiem
Boga piorunu szczerozłote lica
Patrzą się jasném brylantowém okiem.
Widzisz to wielkie błękitu przestworze?
To trocki zamek – a to trockie morze.
 
J. Słowacki, Hugo

Żeglujemy po spienionych, sinych z oddali, a zielonkawych z bliska, owych falach trockiego morza. Miasteczko usuwa się, skupia w panoramę. Dwanaście wysp rzuconych na ruchomą taflę lazuru, dziwnie uroczo urozmaicają swą zielenizną jezioro, bezbrzeżne, głębokie, wiejące chłodnawą atmosferą. Spokój luby od razu opanowywa serce wśród téj ciszy przerywanéj tylko pluskaniem wiosła; człek się rozmarza, i z gotowym nastrojom do religijnego oglądania świętych szczątków przeszłości, podsuwa się pod niezmiernie malownicze ruiny baszt zamkowych i stawia stopę na wyspie, aby je z bliska oglądać.

Już od lat czterechset siedmiudziesiąt bóg piorunów Perkun nie ma tu świątyni; posąg jego o szczerozłotych licach już nie patrzy jasném brylantowém okiem na swych czcicieli; od czterech i pół wieków popioły Kiejstuta leżą kędyś w urnie na dolinie Świętoroha: – a jednak duch pogańskiéj litewszczyzny i duch Kiejstuta wieją spomiędzy tych gruzów, spomiędzy szczerbów strzelnic i okien – ulatują ponad jeziorem i nakazują cześć najbardziéj prozaicznemu gościowi. Drąc się przez gruzy i ciernie, jakie na nich wyrosły, człek rad by obiegł w jednéj chwili całe zwaliska, zazdroszcząc lekkości kozom, które wieszając się po urwiskach baszt, ogryzają młode gałązki, na najwyższych ich szczytach porosłe.

Zamczysko zbudowane w kształcie prostokąta, zadziwia swoim ogromem. Strona szersza wynosi 40, węższa 25 sążni85. Okrągłe bastiony występują w znacznéj części za krańce ścian narożnych. Jeden z nich tylko sterczy wspanialéj; inne osypały się do połowy. Czworoboczna baszta dumniéj jeszcze podnosi swoję głowę, odartą z przykrycia, poszczerbioną mieczem czasu i świecącą martwemi oczami swych okien dawno już nieoszklonych. Zamek środkowy dzieli na dwa dziedzińce całą przestrzeń opasaną wałem. Gmach dzielił się na dwa piętra: w pierwszém, jak zwykle, były mieszkania i składy; drugie służyło do obrony. Zewnątrz zamek całkowicie niepobielony, świeci się czerwonemi cegłami i siwemi kamieńmi; wewnątrz dopatrzysz gdzieniegdzie szczątki tynku, a na nim gdzieniegdzie szczątki malowideł. Jeszcze w r. 1822, p. Wincenty Smokowski w jednéj sali naliczył i przerysował dwanaście obrazków znalezionych na murze w sali pierwszego piętra, a raczéj dwanaście nieodgadnionych ułamków malowidła86. Dzisiaj tynk poopadał, deszcz opłukał farby, tak że ledwie kilka pojedynczych rysów pędzla gdzieniegdzie można dostrzec. W jednéj framudze jeszcze pozostały ślady figury oznaczonéj u p. Smukowskiego nr 2, przedstawiającéj mężczyznę w profilu siedzącego na tronie, a przed nim niewiastę cóś żywo rozprawiającą. W téjże framudze jeszcze ocalał w górze fresk mężczyzny z twarzą do widzów obróconą, trzymającego w jedném ręku cóś na kształt miecza, w drugiém kartę (u p. Smokowskiego nr 3). Nie śmiejąc nic stanowczego wyrokować ani o dacie malowideł, ani o przeznaczeniu téj sali, zwracamy uwagę na podobieństwo układu téj figury z postacią Zygmunta Kiejstutowicza na majestatycznéj jego pieczęci, którą posiada p. Michał Baliński, a którą dał sztychować w swojéj historii Wilna. Obraz Najśw. Panny, którego nie dostrzegł p. Smokowski, a który w naszych oczach wraz z tynkiem spadł z wysokości trzech sążni i potłukł się na najdrobniejsze okruchy, oraz jedna postać, jak się zdaje w ubiorze franciszkana (apostoła Litwy), naprowadzają na myśl, że tu być mogła kaplica. Inne zarysy wyobrażające książęcia na majestacie, a przed nim lud błagający (u p. Smokowskiego nr 2, 4, 7, 8, 11 i 12) zdają się wskazywać miejsce na sądy lub przyjęcia posłów. Mogła zresztą ta izba zmieniać swe przeznaczenie, a będąc sądową za Witolda lub jego brata Zygmunta, zostać kaplicą za Kazimiérza Jagiellończyka, który tu długo i chętnie przebywał. Wniosek ten tém jest podobniejszy do prawdy, że p. Smokowski dostrzegł na freskach odnawianie, dokonane w lat 150 jakąś mniéj biegłą ręką.

W jednym z ocalałych lepiéj bastionów, wpośród gruzów kamieni, cegieł i wapna, lubiłem siadywać w wydrążeniu okna i dumać po godzin kilka, spoglądając to na pogodne niebo i siny, nieogarniony okiem przestwór jeziora, to na spienione jego fale, które pluchotały o podstawę baszty. Wobec tych gruzów potęgi pogańskiéj Litwy, wobec wód, które były świadkami założenia tego zamku i jego rozlicznych kolei, dumki o przeszłości obwiewały głowę, rozmarzały, upajały i przenosiły ją w daleko upłynione lata, tak żywo, tak obecnie, żem, zda się, słyszał wrzawę walczących, żem widział łodzie najezdników płynące pod mury, a na murach chrobre drużyny litewskie gotowe do dania odporu strzałami i kamieńmi. A ci, co napadają, są koniecznie w zbroi błyszczącéj, w najeżonych piórami hełmach, w białych płaszczach z krzyżami; – a ci, co się bronią, są w kołpakach rysich, w niedźwiedniach, z długiemi dzidami i z kamiennemi topory. A dowódca ich mały, krępy, żwawy staruszek, w sutéj niedźwiedni, w sobolim szłyku, – muskularną dłonią wywija żelazny topór, błyszczy oczami pełnemi zapału, grzmi w trąbkę, i silnym głosem, czystym litewskim akcentem wydaje swoim rozkazy. To Kiejstut, ostatni konserwatysta staréj Litwy! A przy nim młody, urodziwy, długowłosy, piękny jak Apollo, groźny jak Mars – Witold, zdaje się przedstawiać młodą Litwę, niezłomną w swych elementach, ale już dostępną światłu Wiary i Postępu, które jedne tylko zdolne są uratować niepodległość téj ziemi od chciwego krwi i zaborów krzyżowego rycerstwa… Takie mię widma obsiadały w zamku trockim; snuły mi się przed oczami rozmaite chwile i ustępy z przeszłości tego silnego grodu, to skupiając się w porządną całość, to rozlatując się fantastycznie, jako istne mary na jawie.

Z wysokości téj baszty poglądając to na sine jezioro usiane zielonemi wysepkami, to na widnokrąg okolicznego kraju, zakończony górami i lasem, to na obszernie rozsiadłe, ale ciche, małe i biedne miasteczko wystrzelające wieżycami swych kościołów nad skromne drewniane dachy Karaimów, – opowiedzmy pokrótce dzieje tego zamku i tego miasta, dzieje niegdyś głośne i znakomite, dziś zamszałe, jak te kamienie, przepłynione i spędzone z pamięci ludzkiéj, jak te fale jeziora, które pieniąc się i szumiąc, muszą ustąpić pędowi coraz nowéj a nowéj fali.

Nazwisko Trok po raz pierwszy na schyłku XII stulecia wspomniał Snorro-Sturlezon Islandczyk, autor ciekawéj dla północnych dziejów kroniki pt. Historiae regum septentrionalium, Lagman czyli stróż prawa na swéj wyspie – który nie wiadomo szczegółowo kiedy i jaką burzą zawiany w te strony, zostawił wspomnienie o Wilnie i Trokach, zwyczajnie jak Niemiec przekręcając nazwiska miejscowe: Wilno nazwał Velni, Troki Tyrki, Merecz Misiri; nic zresztą godnego uwagi nie wzmiankując o tych okolicach, jeno iż tu zastał osadników normandzkich, z którymi się ich własnym językiem rozmówić zdołał87.

A w tymże czasie, czy może jeszcze pierwiéj, miała istnieć gdzie dzisiaj Stare Troki litewska osada zwana Ghurgani, gdzie był gród litewskich książąt, świątynie bogów i mieszkania ludu, które się ciągnąc aż do Wilna, jakby jedno miasto z Wilnem tworzyły88. Wiedząc, jak mało była nasiadłą Litwa, nie możemy wcale przypuszczać, że pasmo tych domów nie przerywało się zgoła; owszem, wśród gór wysokich, wśród poplątanych brzóz, dębów i sosen, były to polanki wyrobione na pole uprawiane kamiennemi młotami i drewnianemi patyki, wpośród których wznosiły się wioseczki Litwinów małe kiemelis albo ukis, pojedyńcze ich chaty z pasiekami pszczelnemi, z gajami poświęconemi bogom, ze świętemi wężami, co się tu swobodnie lęgły, chaty, nad któremi unosiła się wiecznie struga dymu świętego znicza. Były to karczowiska, trzebieże wśród lasów, po litewsku trakas, które dały gotową naturalną nazwę osadzie.

Osada Ghurgani skutkiem najść nieprzyjacielskich czy koleją czasu upadła ze swojemi świątyniami bogów i ze swojém nazwiskiem, – nazwa Trakas (trzebież) pozostała w ustach ludu. Tak ją zasłyszał Snorro-Sturlezon; tak ją znalazł we sto lat z górą Gedymin, kiedy w 1321 przybył w te strony na łowy, a upodobawszy miejscowość, tu z Kiernowa przeniósł swoję stolicę.

Niewymyślna to była stolica wielkiego państwa, nieznaczna jak rozwój życia towarzyskiego u Litwy Gedyminowéj; ale mądra zaprawdę była myśl wielkiego bojownika Litwy to przenoszenie swych stolic z miejsca na miejsce. Znaczyło: skupiać rozpierzchłą ludność kraju w pewne wydatniejsze punkta, stawić w tych punktach warownie, które by osłoniły głowę i własność ludu od zaborów nieprzyjaciela, a nieprzyjaciołom stawiły tamę do dalszego plądrowania po kraju. Zbudował tutaj zamek, otoczył go przykopem i wałem, skupił ludność – słowem uczynił co mógł dla dawnego Gurgani, czyli Starych Trok dzisiejszych; a pędzony myślą przeznania kraju i ożywienia go w ten sposób, znowu gdzie indziéj przeniósł swoję stolicę.

Na ten raz niedaleko od dawnéj. Oko barbarzyńcy Gedymina umiało na swéj ziemi dośledzić miejsca, gdzie urocza przyroda połączona z wojenną obronnością, mogła zapewnić mieszkańcom piękne i bezpieczne schronienie. Znalazł takie miejsce nieopodal, nad szerokiém jak morze, nad siném jak niebo jeziorem Galwa. Skinął na lud swój, dał hasło do roboty mnogim brańcom wojennym, nanoszono kamieni, napalono cegieł, i stanęło obronne zamczysko nad samém jeziorem, co dzisiaj zwiesza nad nią swoję kamienną w gruz osypującą się głowę; nazwał to miejsce Nowemi Trokami i tam przeniósł swój pobyt89.

Pięćset trzydzieści lat z górą ubiegło, jak te miejsca stały się wiadome na karcie dziejów, jak tu położono pierwszy kamień warowni! a od pięciuset może lat poprzednich mogły nad tém szerokiém jeziorem stać rybackie chaty Herulów czy jakiegoś plemienia, którego i nazwać nie umiemy. Bo jeśli strony Litwy były przed tysiącem lat zamieszkane, trudno przypuścić, aby pierwotny człowiek nie wybrał dla się na mieszkanie tak miłéj, tak spokojnéj, tak obfitéj w lasy i wodę zaciszy!

Gedymin niedługo w Trokach gościł. Znęcony położeniem i pięknością doliny Świętoroha, kędy Wilejka wpada do Wilii, w rok czy we dwa, rzucił tam fundamenta nowego grodu, i w Wilnie już założył swoję trwalszą stolicę.

Troki nie zostały osierocone: – troskliwe oko Gedymina musiało zaglądać, jak się dzieło rąk jego rozwija; a kiedy po zgonie Gedymina w 1341 dwaj jego synowie Olgierd i Kiejstut, wyzuwszy ze zwierzchniéj władzy starszego swojego brata Jawnutę, podzielili się panowaniem nad szerokiemi ojcowskiemi państwy, – Olgierd został jako wielki książę przy Wilnie, Kiejstut otrzymał Żmudź i Troki z okolicami.

I w Trokach, a nie w Wilnie było Sanctum sanctorum Litwy: – tam przy Olgierdzie tłoczyli się i święta Ruś, i święta Łacina, i Lach, i Niemiec, bogom Litwy poczęło być ciasno w dolinie Świętoroha; – tu w Trokach Perkun nie miał współzawodnika; Kunigas Kiejstut był kuty poganin – ach! zaprawdę kuty, jak jego młot kamienny, jak jego topór żelazny!

Nie w sercu Olgierda, przystępném czy nieumiejącém się oprzeć nowościom, było serce Litwy: Kiejstut był wyrazem swojego narodu. Wierny czciciel swoich bogów, sam dochodził apoteozy u dzieci Litwy. I szanowali go bogowie, jak szanowały dzieci Litwy: ani Perkun, ani jego ofiarnicy, ani lud podwładny, nie śmieli mu się sprzeciwić, kiedy raz jeden, tylko raz w życiu targnął się na prawa bogów. Było to 1338, gdy powracający z wojennéj wyprawy poznał i pokochał w Połondze piękną Birutę, córkę bojara Widmunta, ofiarnicę; bogini Priaurimy, a nie zdoławszy ją nakłonić do złamania poślubionéj bogom czystości, uwiózł ją gwałtem do Trok i tam poślubił. Niebiosa chętnie snadź przebaczyły płochości swojego bojownika i obrońcy, miłemi snadź były ich sercu słodkie uczucia, jakie dlań karmiła kraśna Biruta, kiedy owocem tego związku był bohaterski Witold, dzielna chluba i osłona Litwy. Ciche poddanie się Biruty musiało być niepróżne świętéj miłości ku swojemu małżonkowi i panu, kiedy zasłużyła być matką bohatera. W tym oto starym lądowym zamku trockim ujrzał Witołd światło dzienne w r. 1344, u tego oto jeziora igrało przeżegnane przyszłą świetnością chłopię, – z tych okien spoglądała tęskna i łzami zalana jego matka, gdy w 1361 Kiejstut wojujący wciąż z Krzyżakami trzykrotnie dostał się w ich niewolę. W Trokach, gdzie wspomnienie Kiejstuta, Biruty i Witołda snuje się po gruzach zamczysk, pluchoce w jeziorze, szumi w powietrzu, widzimy zda się Birutę, jak z okna jednéj z tych strzelnic poglądając w dal szeroką, wylewa swą tęsknotę w jednéj z tych starych rzewnych litewskich piosenek, których ułomki mamy przed sobą: – „Na górze stoi dąb zielony, objęłam go rękami: o dębie! czemu mi się nie zamienisz w lubego? czemu się nie zamienią twe konary w jego objęcia, a szum zielonych twych liści w jego przyjazne słowa?”…

Rok 1348 upamiętnił się w dziejach Trok dwoistém wspomnieniem. W nim, jak się wnioskować godzi, Kiejstut założył drugi zamek na wyspie jeziora Galwy, ten sam zamek, z którego ruin przyglądamy się okolicom i rozpamiętywamy ich przeszłość; dał dźwignąć te same kamienie, na których siedzimy; wykonał te same okna strzelnicy, które jak ramy obejmują przed nami przepyszne obrazy jeziora i dalekich lasów, po których dzisiaj uwijają się zręczne kozy, jedyna zamku trockiego załoga, ogryzając drzewka i chwasty na zgliszczach porosłe. Pięćset z górą lat, jak robotnik układał te cegły na wapiennym cemencie; a jeszcze został ślad jego grubéj spracowanéj ręki wyciśnięty na glinie? Czemu na niéj nie zapisał swego imienia albo imienia budowniczego, według którego planu stanęły na sposób francuski te obronne a majestatyczne i piękne dla oka gotyckie baszty, które się rozsypują co chwila, te łuki zapadłych dzisiaj sklepień, których wdzięk i śmiałość zaledwie z kilku szczątków oceniać możemy? W tymże 1348 r. Kiejstut nad rzeką Strawą o parę mil od Trok starł się nieszczęśliwie z Krzyżakami pod wodzą wielkiego mistrza Henryka Dusemera; a ta bitwa dała poznać Krzyżactwu tutejsze strony i otworzyła drogę ich późniejszym w głąb i serce Litwy napadom90.

Jednym z takich ciężkich napadów na Litwę, a podobno najpierwszym na Troki, było za mistrzostwa Winryka z Kniprodu w 1377 wtargnięcie Gotfrieda Lindena marszałka zakonu, który nie zdoławszy zdobyć warownych już wtedy zamków trockich, cofnął się, obróciwszy miasto w perzynę. Rycerski Witołd już był prawicą ojcowską w boju: w 1363 obok ojca gromił Krzyżaków pod Osterodem; w 1370, wespół z bratem swoim stryjecznym i przyjacielem Jagiełłą, dawał pomoc Kiejstutowi, gdy ten puścił z dymem twierdzę Ortelsburg; w 1377 zdobył Insterburg z okolicami, i z bogatym plonem wrócił do ojca. Troki oglądały owoce tych zwycięstw. Okrutny komtur krzyżacki Jan Surbach, pojmany pod Insterburgiem i okuty w łańcuchy do Trok przywieziony 1379, uweselił swym widokiem żądne krwi wrogów i słusznie zemstą pałające serca Litwy. Lud wołał, aby go poświęcić na ofiarę bogom; ale pełen ludzkości Kiejstut odmówił ludowi jego żądań, ocalił jeńca, a niezadowolony lud szemrał na swojego książęcia, iż zdawał się pochwalać okrucieństwa Krzyżaków (quod in eo laudavit hujusmodi acta91).

W następnym roku po spaleniu Trok przez Krzyżaków, miał tutaj miejsce traktat przymierza, zawarty pomiędzy Litwą a Zakonem. Znużyły się ręce w obustronnym boju, klęski zadawane z obojéj strony przechodziły wszelką miarę, miecze nie osychały ze krwi, Litwa i Prusy nie ostygały z pogorzelisk. Kiejstut i Winrych z Kniprodu, dwaj śmiertelni wrogowie, podali sobie w Trokach rękę zgody – jęli spisywać pakta przymierza, stanął traktat w dniu św. Michała 1379 podpisany ze strony Litwy przez Jagiełłę, Kiejstuta, Witołda i Langwejna. Marne umowy! które pisać by na wietrze i na wodzie – bo chwilowa tylko była ich trwałość!

Nastały znane w dziejach Litwy wypadki. Służalec Wojdyłło spokrewnił się z książęcym domem; stąd nieukontentowanie Kiejstuta ku Jagielle, którego Krzyżacy nie omieszkali podżegać. Ale to wszystko działo się wśród uczt, z wesołą twarzą, przy wzajemném zapewnianiu przyjaźni. Krzyżacy ustnie i piśmiennie oświadczali swą przychylność zarówno Jagielle i Kiejstutowi; ale w tych oświadczeniach i umowach były punkta tajemne, o których obaj zajątrzeni na siebie władcy Litwy wiedzieć wzajemnie nie mogli. – W 1381 Krzyżacy wypowiedzieli wojnę Kiejstutowi, spustoszyli jego posiadłości, a nie wydawszy stanowczéj bitwy Litwinom, obchodzili radosne zwycięstwo. Zrozumiał Kiejstut prostym litewskim rozumem, że istnieją tajemne układy miedzy Zakonem a Jagiełłą, gdy późniejszy bohater Litwy Witołd ucztował i polował z Jagiełłą, wmawiając ojcu uległość i przyjaźń stryjecznego brata, którego kochał.

Przy dobywaniu Połocka zanadto jawna pomoc Krzyżaków udzielona Jagielle, otworzyła oczy Kiejstutowi na prawdziwy stan rzeczy.

„– Widzisz, jak mię Jagiełło obraża! – mówił do syna – wydał moję synowicę za chłopa, a teraz się przymierzy z Niemcami, którzy na jego skinienie pomagają Skirgielle odebrać Połock od mojego syna”.

Witołd jeszcze nie wierzył.

Ale cierpliwość Kiejstuta przebrała już miarę. Postanowił ukarać synowca: zdobył Wilno, uwięził Jagiełłę w Krewie i rozpoczął chwilowe rządy nad całą Litwą.

Tymczasem Jagiełło prowadził tajemne układy z Krzyżakami, których Kiejstut postanowił ostatecznie nękać. Uderzył na Jurborg; tu mu się nie powiodło. Krzyżacy znowu wsparli Jagiełłę, który odzyskał Wilno, wyruszył na Troki, zdobył je, oddał Skirgielle, zdradziecko uwięził Kiejstuta w Krewie i zamordował go za tajemnym podszeptem i, jak wieść głosi, z pomocą Krzyżaków.

Równo z jego zgonem skonała stara Litwa, rdza powlekła szczerozłote lica boga piorunów, brylantowe jego oczy gęstym pokryły się matem.

Po tém wszystkiém, co Krzyżacy uczynili dla Jagiełły, zdawałoby się, że przyjaźń tego zakonu dla litewskiego księcia była trwałą i nienaruszoną. A przecież uciśniony przezeń Witołd gdy w 1383 nieśmiało udał się do Krzyżaków, starając się podkopać łączące ich z Jagiełłą przymierze, na samym wstępie usłyszał wymówkę:

„– Dlaczegóż, książę, kiedyś miał Wilno w ręku i dowiedział się o buncie Jagiełły, nie szukałeś wsparcia i opieki zakonu?”

Bo istotnie nie szło Krzyżakom o wzrost lub upadek téj lub owéj dynastii litewskiéj; ale o całkowite jeśli nie podbicie, to przynajmniéj ogarnienie swym wpływem Litwy. Zobojętnienie ich z Jagiełłą doszło do nieprzyjaźni. Wzięli w opiekę Witołda, – i ci sami, którzy pomogli Skirgille usadowić się w Trokach, przyszli go stąd wyzuć, a usadowili Witołda; ale korzystając ze słabości jego położenia, powierzyli dowództwo obu tutejszych fortec rycerzom zakonu Janowi Rabbe i Henrykowi Klee. Niedługo się cieszyli zdobyczą: bo nie daléj jak w sześć tygodni Skirgiełło znowu Troki odzyskał.

Nie tutaj miejsce powtarzać znane dziejowe wypadki: złączenie Litwy z Polską, chrzest Jagiełły, kilkakrotne wtargnienie Krzyżaków do Litwy, trzykrotne zagrożenie Wilnu i ich porażki. Na ten raz działali jako sprzymierzeńcy Witołda. W 1391 jeden ich oddział uderzył na Troki; ale znalazł miasto spaloném przez samego Skirgiełłę, który pod Poporciami centralizował swe siły.

Ale nazbyt ślepo ufał Witołd Krzyżakom. Przypłacił tę ufność śmiercią dwojga dzieci: gdyż zakonnemu rycerstwu szło o to, aby po jego bezpotomném zejściu Litwę zagarnąć. Ocenił swe położenie i w następnym roku, pojednany z królem, został wielkim książęciem litewskim.

O ile okoliczności i czynny jego charakter pozwalały, lubił przebywać w Trokach. Pozostało tu kilka śladów jego opieki nad miastem. Osadził tu, jakeśmy rzekli, Karaimów i Tatarów; fundował i uposażył kościół katolicki; na jednéj z wysp wymurował kaplicę grecką pod tytułem św. Jerzego (w 1418) dla trzeciéj swéj żony Julianny księżniczki holszańskiéj; oraz wzmocnił oba zamki, to jest, leżący na wyspie i lądowy. Tutaj go zastał rycerz zachodni Gilbert de Lannoy. Przytaczamy ciekawe jego świadectwo o stanie Trok owoczesnych w dosłownym przekładzie Lelewela:

„Toż: wyjechawszy z Wilna, abym wrócił do Prus, przebywałem przez królestwo Litwy, drogą jak następuje. Naprzód do jednego bardzo dużego miasta w Litwie, zwanego Troki, licho zabudowanego domami samemi drewnianemi i wcale niezamknięte. A jest tam dwa zamki, z których jeden jest wielce stary, zrobiony całkiem z drzewa i pletwy drzewa okładanéj (darnią). A jest ten stary zamek położony na brzegu jeziora, ale z drugiéj strony stoi na otwartéj ziemi. A inny zamek jest pośrodku innego jeziora, o wystrzał działa ze starego zamku, a ten jest całkiem nowy zrobiony z cegieł na sposób francuski. – Toż: mieszka w rzeczoném mieście Trokach i zewnątrz w kilku wsiach bardzo wielka ilość Tatarów, co tam mieszkają pokoleniami, którzy są prości Saraceni, niemający nic z wiary Jezusa Chrystusa, a mają język osobny zwany tatarski. I mieszkają podobnie w rzeczoném mieście Niemcy, Litwini, Rusini i wielka ilość Żydów, którzy mają każdy język szczególny. A jest rzeczone miasto kniazia Witowda. Więc jest z Wilna aż dotąd siedm leuków. – Toż: zachowuje wspomniony Witowd książę Litwy ten porządek czci w swym kraju, że żaden cudzoziemiec przebywający i przejeżdżający przezeń, nic nie wydatkuje: tam im każe książę dostarczać żywności i prowadzić ich bezpiecznie wszędzie, gdzie chcą się udać, po rzeczonym kraju, bez kosztu i wydatku. A jest wspomniony Witowd wielce potężny książę, iż podbił dwanaście lub trzynaście tak królestw, jak krajów orężem; a ma, mówiąc wszystko, dziesięć tysięcy koni swego siodła, należących do jego osoby. – Toż: w rzeczoném mieście Troki, jest źwierzyniec ogrodzony, w którym są wszelkiego rodzaju źwierza dzikie i źwierzyna, jakie można otrzymać z lasów i pochodzą z onych; a są niejakie, jako byki dzikie, zwano zubry (urus) i innych jest tam, jako, wielkie konie zwane osłowate, i inne zwane łosiami; i jest tam koni dzikich, niedźwiedzi, dzików, jeleni i wszelkiego rodzaju dziczyzna”.

Czyny Witołda należą do historii. Uznała go powszechność; uczcili współcześni monarchowie. Czując swoję przewagę nad Polską i znaczenie dyplomatyczne, jakie wyrobił dla Litwy w Europie, pod koniec życia chciał zostać jéj królem. Państwa ościenne, niechętném okiem patrzące na wzrost Polski, popierały te jego roszczenia; słaby i kochający go Jagiełło już niemal przystawał na udzielenie mu korony, a tém samém na rozbrat państw, które sam skojarzył. Hart ducha, z jakim wystąpili Zbigniew Oleśnicki i Jan Tarnowski, udaremnił jego zabiegi w Łucku w 1329. Ale cesarz niemiecki Zygmunt podżegał roszczenia Witołda. Witołd wrócił do Trok i Wilna, oczekiwał od cesarza koron, naznaczono nawet dzień koronacji; lecz Zbigniew znowu stawił czoło.

Świetny to był zjazd w Trokach, w październiku 1430. Byli tu: kniaziowie z Tweru, Razania i inni, był chan perekopski, wygnany hospodar wołoski Elijasz, posłowie cesarza greckiego, wielki mistrz pruski, marszałek zakonu Krzyżaków inflanckich i wszyscy możni panowie Litwy; przybył na koniec Jagiełło, otoczony wyborem polskiego senatu. Goście, jak świadczą kronikarze, starali się zadziwić gospodarza przepychem swych ubiorów i liczną służbą; gospodarz chciał dać uczuć reprezentantom całéj Europy wielkość swych bogactw i szczodrą gościnność. Ze sklepów książęcych codziennie wydawano 700 beczek miodu, nie licząc wina i innych napojów; na kuchnię szło dziennie 1400 baranów, 100 żubrów, mnóstwo łosi, dzików i innéj źwierzyny. Zjazd ten trwał około siedmiu tygodni, na przemian w Trokach i Wilnie, kipiąc gwarem biesiady, wpośród któréj ledwie by się domyślać można układów dyplomatycznych, po cichu toczonych.

Niepowodzenie układów i stały opór senatu polskiego przyśpieszyły śmierć Witołda. Umarł 27 października 1430 na rękach Jagiełły, w tych Trokach, w których ujrzał światło dzienne. Ciało jego przez dni osiem w jednym z zamków trockich było wystawione na widok publiczny, po czém odwieziono go do grobu w katedrze wileńskiéj.

Mury tutejsze osierocone przez bohatera Litwy, ujrzały wkrótce nowych panów. Po burzliwém władaniu Świdrygiełły, zasiadł na wielkoksiążęcym tronie Litwy i zamieszkał w Trokach okrutny brat Witołda Zygmunt Kiejstutowicz w r. 1432. Podejrzliwy, małomówny, skłonny do gniewu, chciwy dostatków, w każdym widział wroga, a nad kim zdołał, mścił się jako nad wrogiem. Książąt, panów i wyższéj szlachty nie cierpiał i lękał się, skazywał ich na śmierć, łupił ich dobra, oddając je swojéj myśliwskiéj i stajennéj czeladzi. Walcząc z chytrymi Krzyżakami i srogim Świdrygiełłą, zdaje się, że od tych obu nieprzyjaciół przejął ich charakter.

Mieszkał na zamku trockim oblanym wodą, gdzie nikt, oprócz najzaufańszych, nie miał doń przystępu. Stamtąd wydawał swoje krwawe wyroki. Za cień podejrzenia rozkazywał topić, wieszać, ścinać, wrzucać do lochów podziemnych i oddawać na pastwę zwierząt. Zamordował Rumbolda marszałka litewskiego, Monwida wojewodę trockiego, uwięził Jerzego Langwejna w Trokach, a Aleksandra księcia słuckiego w Krewie. A wezwawszy wszystkich znakomitszych panów na święta wielkanocne w 1440 zamierzył ich zamordować. Ale panowie przeniknęli zamiar, a wojewodowie Dowgierd wileński i Lelusz trocki, oraz książęta Jan i Aleksander Czartoryjscy, uknuli spisek na życie Zygmunta.

Zamek trocki był sceną morderstwa. W niedzielę kwietną z rana trzysta fur siana należącego wielkiemu księciu z dóbr magnackich wjechało da zamku. Po dwóch ludzi zbrojnych ukryto w każdéj furze; człowiek wóz prowadzący miał broń pod odzieżą: tak więc wprowadzono do zamku 900 żołnierzy. Aleksander Czartoryjski z niejakimś Skobejką weszli na pokoje. Zygmunt słuchał mszy w zamkowéj kaplicy. Wywołano go, udając drapanie ulubionéj przezeń niedźwiedzicy. Czartoryjski rzucił się na niego; Zygmunt chciał się cofać; ale Skobejko ująwszy widły żelazne uderzył go tak silnie, że książę padł na miejscu. Wierny giermek Sławko chciał bronić pana; lecz zginął wyrzucony oknem z wysokiéj baszty.

A w kaplicy odbywała się msza, dzwoniono na podniesienie92.

Żołnierze spiskowych zajęli zamek i rozpędzili załogę. Nikt im nie stawił oporu: chrześcijanie byli w kościołach; Karaimi na hasło trwogi zbiegli się do zamku, lecz znaleźli bramy zamknięte. Ciało Zygmunta utopiono w przerębli lodu w jeziorze. A kiedy jedni ze spiskowych dokonywali swój zamiar w Trokach, drudzy działali w Wilnie, – i w tejże chwili obie stolice litewskie zostały zajęte na rzecz Świdrygiełły.

Pełne okrucieństwa i awantur rządy tego nowego władcy nie zostawiły jednak w Trokach swojego śladu. Rzecz jasna, że przechodząc z rąk do rąk tyranów miasto nie mogło się zapomagać w bogactwa, a wciąż palone pochodnią wojny ani się rozbudować. Dopiero Kazimierz Jagiellończyk będący jeszcze wielkim księciem litewskim, stale polubił, ozdabiał i swoim pobytem zbogacał Troki. Nawet po wstąpieniu na tron polski, połowę czasu siedząc na Litwie, najczęściéj przemieszkiwał w Trokach. Tu przyjmował Kontaryniego posła weneckiego, który wracając z Persji zajechał do króla. Kontaryni w relacji swojéj tak opisuje świetne przyjęcie jakie go spotkało93:

„Jego Królewska Mość dowiedziawszy się o mojém przybyciu, wysłał ku mnie dwóch swoich dworzan, dla powinszowania mi szczęśliwego powrotu i zaproszenia na dzień następny na obiad. Nazajutrz 15 lutego (1477) przysłał mi Król Imć suknię adamaszkową koloru szkarłatnego podszytą sobolami i żądał, abym na dwór przyjechał w jego saniach zaprzężonych sześcią pięknemi rumakami, w towarzystwie czterech baronów, którzy stali zewnątrz przy saniach, i wielu innych znakomitych osób. Tak przybyliśmy do pałacu JKMości. Tam Król zaprowadził mię do swéj komnaty, zasiadł na wspaniałém siedzeniu, a przy nim dwaj królewicze w szatach karmazynowych, młodzi i piękni jak gdyby dwaj aniołkowie (byli to Aleksander i Zygmunt synowie Kazimiérza). W téj komnacie było także wielu baronów, dworzan i innych panów. W pośrodku i naprzeciw Króla Imci postawiono ławkę dla mnie. Król Imć obchodził się ze mną z niewypowiedzianą łaskawością; chciał, abym uściskał rękę królewiczów; słowem, przyjął mię tak, że syna własnego nie mógłby przyjąć lepiéj. Zabierając głos chciałem uklęknąć; lecz Król Imć nie dopuścił mi tego, i nie pozwolił mi mówić, aż gdym usiadł. Usiadłszy więc, opowiadałem z pilnością wszelkie przygody podróży mojéj; opisywałem kraje, którem przebywał, i obyczaje ich mieszkańców, mówiłem o potędze Uzum-Kassana, i o tém, com u niego sprawił; czego wszystkiego Król Imć chciwie słuchał. Dotknąłem także o zwyczajach i o sile narodu tatarskiego. W ciągu mojéj mowy, która około pół godziny trwała, Król Imć z taką uwagą mię słuchał, że nikt przez cały ten czas nie śmiał ust otworzyć. Po czém złożyłem dzięki JKMci w imieniu Rzeczypospolitéj, za cześć i dobrodziejstwa, któremi mię obdarzył. Odpowiedział mi przez swego tłumacza, iż się wielce raduje z powrotu mojego, tém bardziej, iż nie miał nadziei, abym kiedy z tak dalekiej podróży miał wrócić; że miło mu było słuchać, com mówił o Uzum-Kassanie i o Tatarach; że w mojém opowiadaniu znalazł potwierdzenie skądinąd powziętych wiadomości. Na koniec kazał mi wejść do innéj sali, gdzie były nakryte stoły i gdzie zastałem znakomite towarzystwo. Wkrótce tam i Król Imć przyszedł z królewiczami, poprzedzony od wielu trębaczów. Kiedy zasiadł do stołu, po prawéj ręce jego usiedli królewicze, po lewéj pierwszy biskup państwa, po biskupie ja, w pewnéj odległości baronowie, a znaczna liczba osób, może około 40, przy innych stołach. Potrawy były przynoszone na wielkich tacach, a zawsze przodem szli trębacze. Siedzieliśmy u stołu około dwóch godzin. W ciągu obiadu Król Imć zadawał mi jedne po drugich pytania o mojéj podróży, na które odpowiadałem. Po obiedzie, wstawszy od stołu, stojąc prosiłem Króla Imci o odprawę, i pytałem, czy mi jakie rozkazy dać raczy? Kazał odpowiedzieć mi, abym upewnił senat naszéj prześwietnéj Rzeczypospolitéj, jako najmocniéj pragnie pozostać z nią w przyjaźni i w ciągłych związkach; chciał też, aby i królewicze toż samo mi poruczyli”.

Za następnych Jagiellonów Troki przestały być mieszkaniem książęcém, a poczęły służyć za rodzaj politycznego więzienia dla osób znakomitszych. Tutaj za króla Aleksandra miał sobie wyznaczone mieszkanie szach Achmet chan kapczackiéj hordy, który, utraciwszy swe państwo, szukał w Polsce pomocy. Tu w chwilach nieporozumienia między królem polskim a jego teściem Iwanem Wasilewiczem III wielkim kniaziem Moskiewskim, w r. 1503 uwięzieni zostali posłowie moskiewscy: bojaryn i okolniczy Piotr Pleszczejew, dworecki Konstantyn Zabołockoj, okolniczy Jaropkin oraz diak Nikita Mokłokow94. Tu Zygmunt I kazał uwięzić w 1508 dwóch Gasztołdów podskarbiego i koniuszego, których podejrzéwał o sprzyjanie zdradom Glińskiego. Tu Mikołaj Radziwiłł i Hrehory Ostyk, po śmierci Aleksandra, podejrzewając o zamiar ucieczki wdowę po nim Helenę, zesłali ją na honorowe wygnanie.

85.Zamczysko zbudowane w kształcie prostokąta (…). Strona szersza wynosi 40, węższa 25 sążni – wymiar p. Winc[entego] Smokowskiego. [przypis autorski]
86.Wincenty Smokowski (…) przerysował dwanaście obrazków znalezionych na murze w sali pierwszego piętra – ob[acz]: „Athenaeum”, r. 1841, t. V, s. 166 i dalsze. [przypis autorski]
87.Lagman (…) zostawił wspomnienie o Wilnie i Trokach – [Zobacz:] Czacki O lit[ewskich] i polsk[ich] prawach, t. I, s. 8; [Michał] Baliński, Hist[oria] Wilna, t. I, s. 50. [przypis autorski]
88.litewska osada zwana Ghurgani (…) jakby jedno miasto z Wilnem tworzyły – [Zobacz:] Narbutt, Dzieje narodu litewsk[iego], t. I, s. 232. [przypis autorski]
89.[Gedymin] nazwał to miejsce Nowemi Trokami i tam przeniósł swój pobyt – nie możemy z pewnością oznaczyć daty założenia Trok i przeniesienia do nich stolicy państwa. M. Baliński (Star[ożytna] Polska t. III, s. 319) twierdzi za Stryjkowskim, że Gedymin w r. 1321 założył stolicę w starych Trokach, skąd ją przeniósł do Nowych, ale datę tego przeniesienia kładzie wcześniejszą tj. r. 1320. Słup murowany, nie wiémy na zasadzie czego, opiewa, że miasto założone zostało aż w r. 1448. Godząc te daty, wnioskować należy, że pobyt Gedymina w obu trockich stolicach był krótki, że zamek lądowy trocki mógł być założony w 1321, ale osiadłość miasta rozwinęła się już przy Kiejstucie. [przypis autorski]
90.W tymże 1348 r. Kiejstut nad rzeką Strawą o parę mil od Trok starł się nieszczęśliwie z Krzyżakami (…) – niektórzy z historyków porażkę Litwinów w dzień Oczyszczenia Panny Marii, w któréj miało polec 10 000 Litwinów i Rusi, kładą na r. 1386. (Ob[acz:] Kronika pruska [właśc. Kronika mistrzów pruskich] ks. [Marcina] Muriniusa w Bibl[ioteka] star[ożytna] pis[arzy] polsk[ich] s.112). Miechowita liczbę poległych Litwinów kładzie na 18 000. [przypis autorski]
91.lud szemrał (…) acta – ob[acz:] Wigand u Voigta [tj. Wigand z Marburga, Chronica nova Prutenica, tłum. Edward Raczyński, red. Jan Voigt, Poznań 1842; quod in eo laudavit huiusmodi acta (łac.): że takie jego działania pochwala; red. WL]. [przypis autorski]
92.W niedzielę kwietną (…) podniesienie – te szczegóły bierzemy z Narbutta, który je wypisuje z listu marszałka zakonu Krzyżaków do wielk[iego] mistrza. [przypis autorski]
93.Kontaryni w relacji swojéj – [Zobacz:] Starożytna Polska, t. III, s.310 i n. [przypis autorski]
94.uwięzieni zostali posłowie moskiewscy (…) – ob[acz:] Karamzin, История государства Российского [Historia państwa rosyjskiego], t. VI, nota 553. [przypis autorski]
Yaş sınırı:
0+
Litres'teki yayın tarihi:
19 haziran 2020
Hacim:
130 s. 1 illüstrasyon
Telif hakkı:
Public Domain
İndirme biçimi:
Metin
Ortalama puan 4,7, 306 oylamaya göre
Ses
Ortalama puan 4,2, 744 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 4,8, 17 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 4,8, 98 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 5, 24 oylamaya göre
Ses
Ortalama puan 4,5, 4 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 4,3, 50 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 0, 0 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 0, 0 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 3,7, 3 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 5, 3 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 0, 0 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 5, 1 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 0, 0 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 3, 2 oylamaya göre
Metin
Ortalama puan 0, 0 oylamaya göre